Kupalnocka: instrukcja obsługi

Nie wiecie jak zapewnić sobie zdrowie, szczęście w miłości, wiele potomstwa, zdrowe bydło, liczne plony i ochronę przed wszelkim złem? Macie na to tylko jedną szansę w tylko jedną noc w roku, więc czytajcie uważnie!

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Najpierw trochę teorii…
Trudno, od podstaw trzeba zacząć. Noc kupały, sobótka, kupała, kupalnocka – to starosłowiańskie święto obchodzone w noc przesilenia letniego, czyli w najkrótszą noc w roku przypadającą zazwyczaj między 21 a 22 czerwca. Świętowano ją przez setki lat w całej Europie, przetrwała nawet pojawienie się chrześcijaństwa. Odkrywszy, że nie są w stanie wykorzenić pogańskich zabobonów związanych z najkrótszą nocą, księża i mnisi postanowili włączyć je do obchodów akceptowanych przez Kościół. Tak narodziła się noc świętojańska, która przypada jednak nieco później, bo w wigilię dnia, w którym w Kościele katolickim wspomina się św. Jana Chrzciciela (23 czerwca). Skojarzenie tego akurat świętego z nocą kupały nie było tylko kwestią zbieżności dat. Woda odgrywa znaczącą rolę w obchodach nocy kupały i oczywiście jest też powiązana z samym pierwszym chrzcicielem. Źródłem takiego wyboru mogła też być etymologia wyrazu „kupała” – próbowano go wyprowadzać od rosyjskiego wyrazu oznaczającego kąpiel. Współcześnie uczeni dopatrują się innego pochodzenia tej nazwy, jej źródeł szukając w indoeuropejskim pierwiastku kump, oznaczającym grupę ludzi. W obchodach przesilenia letniego uczestniczyli w końcu wszyscy, choć mówi się, że unikali ich czarownicy i wiedźmy (warto sprawdzić, co tej nocy robią sąsiedzi!). Mimo to łączenie nocy kupały z Janem Chrzcicielem zakorzeniło się w powszechnej świadomości i nastąpiło zjawisko nazywane wtórną personifikacją wyrazu „kupała” – tak narodziły się pierwsze wzmianki twierdzące, że Kupała był słowiańskim bóstwem miłości. Bez względu na zawiłości etymologiczne, trzeba wyraźnie podkreślić, że noc kupały i noc św. Jana to dwa zupełnie różne święta.

Jak się za to zabrać?

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Część pierwsza: ogień
1. Najpierw narodziny nowego ognia. Powinno się wygasić wszystkie paleniska, a następnie skrzesać nowy ogień za pomocą drewna. Jesionowe koło ze szprychami (symbol słońca i jego promieni), okręcone słomą i oblane smołą, zatykano na brzozowy kołek i obracano tak długo i szybko, aż pod wpływem tarcia dwóch kawałków drewna całe stawało w ogniu. Wtedy zdejmowano je z kołka i toczono od stosu do stosu, rozpalając wielkie ogniska na wzgórzach, polach, nad rzekami i jeziorami i na rozstajach dróg. Współcześnie wybierzemy pewnie zapałki i odpowiednio zabezpieczone miejsce do rozpalania ognia, ale bez niego noc kupały nie może się odbyć – ogień musi być!

2. Nowy ogień rozpalony w trakcie przesilenia ma szczególne magiczne właściwości. Jeśli płonie nad wodą, nadaje jej leczniczych mocy, gdy dym z niego rozpościera się nad polami – zapewnia im ochronę przed gradem i burzą, a gdy się nad takim ogniem przeskoczy to już w ogóle – zdrowie i ochrona przed złem na cały rok zapewnione! Istnieje szansa, że nawet piwo pite nad takim ogniskiem ma magiczne właściwości…

3. Żeby zapewnić sobie więcej dymu, do ognia wrzucano świeże zioła. A zioła zebrane w tę wyjątkową noc miały – oczywiście – szczególnie silne działanie. Skoro już więc je człowiek zbierał, należało ich nazbierać na zapas. A skoro było ich już dużo, to nie tylko wrzucano je do ognia i zatykano w strzechy, ale też opasywano nimi uczestników spotkania i dekorowano zwierzęta hodowlane. Największą popularnością cieszyła się bylica, bo nie tylko zapewniała urodzaj i płodność, ale też od razu chroniła przed złem. Jeśli więc uda się Wam znaleźć trochę bylicy w noc kupały, koniecznie zabierzcie bukiecik do domu. Kto wie, może zawieszony nad progiem albo ukryty w szafce rzeczywiście pomoże?

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Część druga: woda
1. Miłośnicy zażywania kąpieli prawdopodobnie z utęsknieniem wyczekiwali na noc kupały, bo według tradycji ludowej była to pierwsza noc, która pozwalała na kąpiel w jeziorach i rzekach. Zanurzenie się w wodzie miało przynieść same dobra: urodę, zdrowie i powodzenie w miłości, chociaż trudno z perspektywy wieków oceniać, czy była to zasługa magii, czy po prostu porządnej kąpieli. Społeczności oddalone od zbiorników wodnych albo czekały na deszcz, albo obmywały się wieczorną rosą. My radzimy chociaż umyć zęby…

2. Woda była potrzebna nie tylko do mycia, ale też do wróżenia! Sobótkowa rzeka, do której wrzucono sobótkowe zioła i w której migoczą odbicia sobótkowych ognisk nadawała się szczególnie dobrze do wróżb w dziedzinie miłości. Najpierw trzeba mieć wianki, naturalnie uplecione z sobótkowych ziół i liści paproci, nierzadko ozdobione świecami, w celu zapewnienia lepszej widoczności. Co prawda do tradycji należało tworzenie przemyślnych konstrukcji, które miały dać odpowiedni wynik, ale my uważamy, że zdalne sterowanie to już przesada. Z wianków można wróżyć na kilka sposobów:

  • Na wodę puszczamy dwa wianki – jeden za siebie i jeden za wybranka – a następnie obserwujemy jak zachowują się względem siebie. Jeśli trzymają się razem lub zbliżają się do siebie – czeka nas wydatek w postaci wesela. Jeśli raczej oddalają się od siebie – trzeba odpuścić i pleść nowe wianki dla nowych kandydatów.
  • Na wodę puszczamy jeden wianek ozdobiony świecą (reprezentujący puszczającego) i obserwujemy jego losy. Jasny płomień i spokojny kurs można uznać za pomyślną wróżbę na nadchodzący rok. Wianek zaplątany w szuwary lub zgaszony płomień świeczki nie wróży tak dobrze. O wianku, który zajął się ogniem i/lub zatonął lepiej w ogóle nie mówić.
  •  Znów puszczamy na wodę tylko jeden wianek, ale tym razem potrzebujemy towarzystwa – wianków musi być więcej, a do tego w łodziach muszą czekać współpracujący kawalerowie, którzy wianek wyłowią. Wyłowiony wianek to naturalnie szybkie utworzenie rodziny z rzeczonym kawalerem, na wszelki wypadek radzimy więc pannom wianki wyraźnie podpisywać, a kawalerom wziąć okulary i latarki. Nie ręczymy za konsekwencje wyłowienia niewłaściwego wianka.

3. Jeśli do wody mamy daleko, a na ognisko nie ma szans, pozostaje nam tylko liczyć na pomoc Matki Natury i jej ziół. Trzeba ich zebrać siedem: bylicę, rosiczkę, szałwię, łopian, rutę, dziewannę i dziurawiec (przyda się atlas roślin), choć w niektórych regionach ziół miało być dziewięć – wtedy do zestawu dokładano rumianki i bławatki. Zioła splata się w wianek albo (wersja dla leniwych) zbiera w bukiet i wiesza w domu, żeby zapewnić sobie pomyślność.

Uff, to już wszystko – spokój na cały następny rok! Czy ktoś z Was będzie testował te niezawodne metody? :)

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Obraz: Aleksandra Wiśniewska

Opublikowano Polecamy | Skomentuj

Domowa alchemia, czyli jak się robi nalewki (+przepis!)

nalewki2

Zdjęcie © thomasklee

Za najogólniejszy przepis na nalewkę można uznać ten, który każe wypełnić naczynie owocami do 3/4 wysokości, a następnie zalać alkoholem tak, żeby przykrył owoce. Potem pozostaje czekać. W przypadku ziół sprawa jest trudniejsza – ich aromaty i smaki bywają bardzo intensywne. Nalewki na płatkach kwiatów są bardzo aromatyczne (polecamy na przykład nalewkę z kwiatów jaśminu), ale też trudne do wykonania, bo delikatne płatki kwiatów bardzo łatwo ulegają zniszczeniu.

Zdjęcie © thomasklee

Zdjęcie © thomasklee

Zalane alkoholem owoce, zioła lub kwiaty zostawia się do maceracji na kilka tygodni lub miesięcy. Następnie zlewa się nalew (alkohol) do szczelnie zamykanych butelek, a rośliny zalewa się ponownie, tym razem gęstym syropem cukrowym. Po
kolejnych kilku tygodniach zlewa się syrop i miesza z alkoholem. To jednak nie koniec – potrzebny jest jeszcze czas. Żeby nalewki dojrzały i osiągnęły doskonałość, trzeba im dać od kilku miesięcy do nawet kilku lat.

Zdjęcie © thomasklee

Zdjęcie © thomasklee

Tyle teorii. Cała sztuka w robieniu nalewek polega jednak na eksperymentowaniu. Podstawowe składniki można łączyć z dodatkami, na przykład z przyprawami, takimi jak cynamon, goździki czy wanilia. Można spróbować dodać syropu lub samego cukru bezpośrednio do owoców, podczas ich zalewania alkoholem, albo wykorzystać miód. Można łączyć smaki i aromaty rozmaitych składników, mieszając ze sobą owoce, zioła, kwiaty i przyprawy według własnego upodobania. To prawdziwe pole do popisu dla kuchennych eksperymentatorów!

Zdjęcie © thomasklee

Zdjęcie © thomasklee

Ratafia
To nalewka przygotowywana przez cały sezon, z kolejnych dojrzewających owoców. Można wykorzystać wszystkie, jednak popularne jest ograniczenie się wyłącznie do owoców czerwonych. Można dodawać je w równych proporcjach lub wedle upodobań – zachęcamy do eksperymentów!

Do dużego słoja wsyp pierwszą porcję zdrowych, nieuszkodzonych, oczyszczonych owoców – jako pierwsze dojrzewają zazwyczaj truskawki. Zasyp cukrem i zalej alkoholem – wódką, spirytusem wymieszanym z wódką w proporcji 1:1 lub rumem.
Wraz z dojrzewaniem kolejnych owoców w sezonie dosypuj je kolejno do słoika, zasypuj cukrem i zalewaj alkoholem, za każdym razem tak, żeby przykrył wszystkie owoce. Pamiętaj, żeby owoce zawierające duże pestki wydrylować. Słój trzymaj w jasnym miejscu, najlepiej na słonecznym parapecie.
Po dodaniu ostatniej porcji owoców odczekaj jeszcze dwa tygodnie, a następnie zlej alkohol do szczelnie zamykanych butelek. Jeśli nalewka nie będzie dość słodka, możesz doprawić ją syropem cukrowym. Butelki przechowuj w ciemnym miejscu i chłodzie przez przynajmniej dwa miesiące, a najlepiej do rozpoczęcia następnego sezonu.

Opublikowano Na zdrowie, Przepis | Skomentuj

Domowa alchemia – nalewki

Według legendy, wynalazcą nalewek jest ojciec medycyny, Hipokrates. Być może dlatego nadal przypisuje się im zdrowotne właściwości. Niestety, współczesna medycyna nie znajduje w nalewkach niczego szczególnie korzystnego dla zdrowia, a Hipokrates prawdopodobnie nie miał zbyt wiele wspólnego z nalewkami w takiej postaci, w jakiej znamy je dzisiaj. Hipokratesowa nalewka to prawdopodobnie mieszanina wina, miodu i ziół. Do przygotowania współczesnych nalewek potrzebny jest mocny alkohol, którego produkcja nie była ani łatwa, ani popularna w tamtym okresie.

Grafika: Alicja Konury

Grafika: Alicja Konury

Wraz z poprawą jakości alkoholu nalewki stawały się coraz lepsze. O ich pozycji w XVIII wieku świadczy fakt, że w ówczesnych książkach kucharskich ich produkcji poświęcano całe rozdziały. W domach zajmowały dwojakie miejsce – niektóre skrzętnie chowano w apteczce, inne popijano dla przyjemności. W XIX wieku popularne były ratafie, czyli nalewki, które robiono przez cały sezon. Nalewki, szczególnie te słodkie, owocowe, pijane dla przyjemności, znalazły też swoje miejsce w kulturze. Popularne było przygotowywanie nalewki w roku urodzin dziecka i przechowywanie jej aż do wesela. Na kresach przygotowywano tak zwaną żenichę, nalewkę na owocach dzikiej róży, zebranych przez dorastające dziewczęta. Gąsiorek takiej nalewki był znakiem, że o pannę można się starać, a poczęstowany żenichą kawaler wiedział, że rodzina jest mu przychylna.

Zdjęcie © africa studio

Zdjęcie © africa studio

Przepisów na nalewki jest wiele, trudno jednak o precyzyjne. Wiele zależy przecież od produktów wyjściowych. Nalewka przygotowywana w dokładnie ten sam sposób rok po roku może smakować inaczej, zależnie od stopnia dojrzałości owoców, jakości ziół w danym sezonie, albo miejsca zbierania płatków kwiatowych. Ponieważ tak dużą rolę w przygotowywaniu nalewek odgrywają rośliny, nie wszystkie warunki ich przygotowywania znajdują się pod naszą kontrolą. Ale w tym właśnie – jak zapewniają miłośnicy nalewek – cały urok!

Jeśli lubicie przygotowywać nalewki, koniecznie napiszcie nam o Waszych ulubionych. A jeśli nasz tekst zachęcił was do eksperymentów, zajrzyjcie na naszego bloga za tydzień – podpowiemy jak się za nie zabrać!

Opublikowano Na zdrowie | Skomentuj

Dzień Dziecka

Wszystkim dzieciom, dużym i małym, życzymy wszystkiego najweselszego, najpyszniejszego, najlepszego i najbardziej kreatywnego!

Jakie macie plany na dzisiaj? Podzielcie się! :)

Opublikowano Nowości "FS" | Skomentuj

Dzień Matki

Wszystkim Mamom…flowers-1399591-639x425

Dużo zdrowia, radości, śmiechu i słońca, a także kilku wolnych chwil na wypicie herbaty czy kawy – życzy redakcja „Filiżanki Smaków”

Opublikowano Nowości "FS" | Komentowanie nie jest możliwe

Dodatki do herbatki: muffiny

Witamy w drugiej odsłonie naszego cyklu o tradycyjnych dodatkach do popołudniowej herbatki. Poprzednio pisaliśmy o scones. Dzisiaj zapraszamy do spróbowania muffinek.

Zdjęcie © palomadelosrios - Fotolia.com

Zdjęcie © palomadelosrios – Fotolia.com

Mogą być słodkie albo wytrawne. Wywodzą się podobno nawet z X wieku, kiedy to dworska służba zbierała resztki chleba i posiłków, a następnie mieszała je razem, wyrabiała i piekła z nich małe placuszki, chrupiące z wierzchu, miękkie w środku. Współczesne muffiny nie mają z tymi pierwszymi wiele wspólnego, może poza tym, że nie ograniczają fantazji kucharza – można do nich wrzucić dowolne dodatki! I powinny mieć podobną konsystencję: chrupiący wierzch, delikatny i wilgotny środek.

IMG_7487Wszystkie muffinki przygotowuje się w podobny sposób: w misce miesza ze sobą sypkie składniki ciasta, w osobnym pojemniku miesza się płynne składniki, a następnie płynne dodaje do suchych. Cała sztuka w tym, żeby nie starać się za bardzo – zbyt długo mieszane ciasto da twarde, suche muffinki. Te tradycyjne, serwowane z popołudniową herbatką nie zawierają wiele dodatków, bo przy stole rozkrawa się je i smaruje masłem, do tych słodkawych można dodać powideł.

To jak, macie smaka na muffinki? Spróbujcie naszego przepisu na pyszne muffiny cytrynowe (plasterki cytryny w tym przepisie możecie zastąpić sezonowymi owocami) albo poniższego przepisu na muffinki wytrawne.

Zdjęcie: Agnieszka Czywilis

Zdjęcie: Agnieszka Czywilis

Muffiny wytrawne
Ciasto:
2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1 łyżeczka sody oczyszczonej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1,5 łyżeczki soli
1,5 szklanki maślanki (lub 1,5 szklanki mleka i 2 łyżki octu winnego)
3 łyżki oliwy

My dodaliśmy:
dużą garść liści szpinaku, pociętych w paseczki; małą garść świeżych ziół (bazylii i oregano), posiekanych; czarne oliwki, pokrojone na połówki; suszone pomidory, pokrojone w paseczki; słonecznik, do posypania

Inne dodatki:
niezbyt soczyste warzywa, na przykład różyczki brokułu, papryka, szparagi; warzywa liściaste, na przykład jarmuż, rukola; suszone zioła lub inne przyprawy, na przykład papryka w proszku; czosnek; kiełki; ser żółty; ser feta; kukurydza z puszki; kapary; wędlina

Wykonanie:
Wymieszaj ze sobą wszystkie suche składniki, a następnie dodaj składniki mokre i wymieszaj ponownie. Na koniec dodaj do masy rozdrobnione dodatki, według upodobań. Przełóż do foremek na muffinki, wypełniając je do połowy wysokości. Posyp słonecznikiem, sezamem lub innymi dodatkami. Piecz w temperaturze 180ºC przez 20–30 minut, aż muffinki się zrumienią. Polecamy zarówno same, jak i z dodatkiem hummusu lub pesto.

Opublikowano Herbata, Przepis | Komentowanie nie jest możliwe